Plaża Idealna – Las Gaviotas na Cayo Santa Maria. Kuba!

Nie wiem czy Wy macie swoją bucket list – czyli listę rzeczy, które chcielibyście lub pragniecie zrobić w swoim życiu? Jeżeli nie – to jest to właśnie najlepszy sposób
na to by robić i przeżywać to, o czym po cichu marzycie. Skoro czytacie tego bloga, to znaczy, że chodzą Wam po głowie podróże😊 Jak powiedziała moja koleżanka Magda, którą poznałam na Kubie – taka lista motywuje do działań – i deklaruje Cię byś w końcu zaczął te marzenia realizować. Nawet jeżeli przekroczysz swój deadline jakim zarówno u mnie jak i u niej była 30tka! Jedną z takich pozycji na mojej liście był „plażing” na Plaży Idealnej. Udało się! – Checked!  Dotarłam na taką playę na Kubie na Cayo Santa Maria – Plaża Las Gaviotas.

Plaża Idealna

Zacznę tutaj od opisu Plaży Idealnej by Was zachęcić do pojechania na prowincję, do Remedios, by się na nią dostać –  co nie jest ani takie kosztowne, ani takie trudne jak sama wcześniej myślałam i czego bardzo się bałam. Za to Las Gaviotas okazała się być najpiękniejszą plażą jaką kiedykolwiek widziałam w życiu i na samej Kubie 😊 Powody moich obaw dotyczących dostania się do Remedios znajdziecie w osobnym wpisie dotyczącym podróżowania po tym kraju i praktycznych porad wynikających z mojego doświadczenia.

Plaża Idealna

Las Gaviotas – czyli w moim rozumieniu Mewy. Moja Plaża Idealna to Plaża Mew. Gdy zobaczyłam bielusieńki piasek i jaśniutką wodę oniemiałam. Plaża ciągnie się
na długość około 1 km i jest to kompletnie wystarczające, gdyż podczas mojego ponad 6 godzinnego plażingu spotkałam  tam w sumie 10 osób.  Plaża nie ma żadnych wysokich drzew, pod którymi można się schować w cieniu – są tam tylko niskie lasy namorzynowe i niewielkie kępki traw. Nie ma tez leżaków ani parasolek czy barów
z drinkami. Jestem w środku Rezerwatu Przyrody na Cayo Santa Maria. Jednak fakt ten wynagradza mi ogromna przestrzeń z płytką wodą do kolan, woda o idealnym błękitno-białym kolorze i przyjemnej temperaturze. Miałki, biały piasek i kilka muszelek, kraby chowające się co chwila do norek w piachu i Pelikany szybujące nad taflą wody tuż obok mnie, nagle nurkujące korkociągiem i uderzające o taflę wody by upolować rybę oraz małe ptaszki biegające wzdłuż brzegu wyjadające resztki małż
z muszelek. Wszystko było takie jasne, takie nieskończone – TAK cudownie piękne!! Zobaczcie na zdjęcia!

Jak tam dotrzeć?

Żeby dostać się na moją Plażę Idealną będąc w Trynidadzie, złapałam taxi colectivo (myślę, że po okazyjnej cenie) za 20 CUC do małego miasteczka Remedios po drugiej stronie wyspy. Dojechałam tam w około trzy godziny, przejeżdżając i wysadzając dwoje pasażerów w Santa Clara. Remedios okazało się malusieńkie i bardzo urocze. Jeżeli miałabym porównywać do innych miejsc na Kubie, to według mnie jest to mieszanka Cienfuegos z Trydnidadem. Wąskie uliczki kolorowych kamienic.
Niezbyt zatłoczone miasteczko, którego całe życie kręci się wokół niewielkiego, acz chyba jednego z najładniejszych skwerów jakie widziałam na Kubie. Tam gdzie wysiadłam z taxi od razu przez okno zagadała mnie gospodyni casa particular, która zaoferowała mi pokój za 15 CUC przecznicę od Plaza Mayor.

Po rozpakowaniu się poszłam od razu na plac główny poszukać transportu na plażę, weszłam do jakiegoś biura turystycznego obok restauracji El Louvre i tam miły pan po angielsku powiedział mi, że jak na razie nie ma nikogo, kto byłby zainteresowany wycieczką na wyspę, ale może kiedy wróci z lunchu, to do tej pory ktoś się znajdzie. Podziękowałam, zdążyłam wyjść z biura i zahaczył mnie pan parkingowy, który zaoferował mi przejazd tam i z powrotem za 12 CUC – zeszłam do 10 CUC.
Zaoferował mi dwie opcje dodatkowo:

  1. Plażing na leżaku na playa Las Terrazas, pod parasolką z jednym drinkiem w cenie za 5 CUC
  2. Dzika plaża Las Gaviotas, bez leżaków, bez parasolek, bez drinków, ale za to piękna i dzika za 4 CUC.

Trochę się zdziwiłam dopłatą za te dziką plażę i poszperałam w Internecie i okazało się, że jest to cena za wstęp do rezerwatu. Podobno można ominąć opłatę idąc plażą – ale czy jest sens?:)

No to start!

Umówiliśmy się kolejnego dnia o godzinie 9.00. O 18.00 miałam zostać odebrana z Las Terrazas, z hotelu, w którym mogłam wykupić opcję z leżakami i drinkami. Wyjechałam z Remedios piękną starą limuzyną i na tym przejeździe byłam akurat sama w samochodzie.

Przejeżdżaliśmy przez małe miasteczko Cabarien, w którym z tego co mi powiedział mój kierowca połowa mieszkańców to pracownicy hoteli na Cayo Santa Maria.
Bloki były w opłakanym stanie ale za to mnóstwo ludzi na ulicy idących do pracy lub na przystanki autobusowe oczekując na transport do hotelu. Osiedle, choć mizernie wyglądające tętniło życiem. Bardzo ciekawy do obserwacji kontrast w porównaniu do Remedios. Zaniedbane pracownicze osiedle, podobne do tego, w którym sama mieszkałam jako mała dziewczynka w latach ’90 w Polsce. Gdy tylko przebiliśmy się przez nieutwardzone i błotniste drogi między budynkami wjechaliśmy na asfalt
w kierunku grobli prowadzącej na wsypy. Obskurne bloki, które zostawiałam za sobą, po prawej stronie, w słońcu i z daleka wyglądały niesamowicie bajecznie.
Teraz zauważyłam w jak wielu kolorach były pomalowane w czasach swojej nowości i jak ładnie komponują się z palmami i krajobrazem na około😊

Cabarien o poranku – te kolory zapowiadają dobry dzień!

Zaczął się najpiękniejszy odcinek! Wjeżdżamy na groblę, kierowca zatrzymuje się w bramce, dokonuje opłaty za wjazd. Zaraz potem jest bramka bezpieczeństwa
z kontrolą policji i tam tylko zatrzymujemy się na chwilę, kierowca skina głową, a policja nas puszcza dalej gdyż jedziemy legalną taxi z naklejką na szybie.
Paszporty pasażerów auta zatrzymującego się obok są kontrolowane przez policję bo pojazd tej naklejki nie miał.

Gdy pojechaliśmy dalej… oniemiałam. Jechaliśmy drogą asfaltową zbudowaną na morzu.  Z jednej i z drugiej strony po horyzont rozciągała się niezmącona i klarowna jak lustro woda, w której odbijały się obłoki i jasne słońce! Dotąd nic w tym kraju nie zachwyciło mnie tak bardzo jak widoki jakie miałam przed oczami. Po jakiś
30 minutach mijamy po lewej delfinarium, gdzie można za opłatą popływać z delfinami. Wygląda jak nowoczesny hotel lub przystań na wodzie. Po 10 minutach
mój kierowca daje po hamulcach i mówi, że parkingowy, z którym umawiałam tą wycieczkę poprosił go by zatrzymał się przy flamingach specjalnie dla mnie bo wie,
że bardzo chciałam je tutaj zobaczyć i zrobić im zdjęcia (Pomyślałam wtedy, że ucałuję tego faceta jak wrócę wieczorem do miasteczka! 😛 ) Wyskoczyłam z auta
i zaczęłam obsesyjnie cykać zdjęcia. Było tych ptaków zaledwie kilkanaście na dużym bagnie ale i tak byłam przepełniona szczęściem i wdzięcznością za taką możliwość! Zaraz zobaczyłam jeszcze inne ptaki i kolejne! Postarałam się jednak to ogarnąć w kilka minut by nie przedłużać pracy kierowcy i chwilę później znów jechaliśmy aż do samego końca wyspy mijając po lewej stronie hotele.

Droga na Cayo Santa Maria
Czy może być piękniej??:)

Tam kierowca mnie zostawił i potwierdził miejsce i godzinę odbioru. Podeszłam do budki, gdzie zakupiłam bilet wstępu do Refugio de Fauna Cayo Santa Maria za 4 CUC
i kolejny przemiły pan – opiekun rezerwatu, przewodnik i ornitolog – po angielsku udzielił mi instrukcji bym podążała szlakiem, nie bała się węży, które na pewno zobaczę bo są całkowicie nie groźne i na koniec najważniejsze – życzył mi pięknego i udanego dnia na plaży 😊

Weszłam na ścieżkę. Już po kilkunastu metrach zobaczyłam kierunkowskaz w lewo gdzie skręciłam i weszłam do niskiego, ale na szczęście częściowo zacienionego lasu namorzynowego, przeplatanego palmami i sukulentami. Zobaczyłam chowające się przede mną ogromne kraby, jaszczurki, mnóstwo ważek, motyle, drzewa pokryte kwiatami. Zrobiłam zdjęcia kilku ptaków w tym jakiegoś orło-podobnego olbrzyma – YEY!!! 😊 cały spacer w moim wykonaniu trwał może z 25 minut ale tylko dlatego, że co chwila stawałam do zdjęcia. Myślę, że w 15 minut jest to jak najbardziej wykonalne. Jest tam parno i gorąco. Pojawiły się tam też komary więc warto się wypsikać repelentem ale nie było ich dużo 🙂

Piękny i dostojny!

Playa Las Gaviotas

I teraz TADAM TADAM – PLAŻA!! Było już około godziny 11.00 a na plaży była tylko para ludzi wchodząca właśnie do morza. Pan po 40tce idąc obok żony i trzymając butelkę piwa w ręku czuł się tak swobodnie, że zsunął sobie spodenki z tyłu i doopalał nagie pośladki. Gdy się zorientował, że nadchodzę szybko nasunął kąpielówki
i zanurzył się w wodzie – samo to już wprawiło mnie w dobry nastrój bo – powtarzam się – poza nimi byłam SAMA!!

Moja baza na cały dzień. Tak niewiele do szczęścia potrzeba 😛

Plaża była najpiękniejszą jaką tylko widziałam w życiu. Nie było tu pocztówkowych palm zwisających nad wodą i praktycznie żadnego cienia, a plażę od strony lądu otaczały niskie trawy i krzaki. Po dotarciu na brzeg po lewej zobaczyłam w oddali zabudowania hotelu – więc oczywiście udałam się w prawo. Plaża Idealna nie jest bardzo długa. Przeszłam może z 400 m do miejsca, w którym postanowiłam zostać. Na plaży minęłam dwie szałaso-podobne konstrukcje i prawie na samym końcu obok miejsca gdzie się zatrzymałam jakieś 5 m od plaży rosło jedyne drzewo w którego cieniu można się schować, i pod którym znalazłam kilka plastikowych leżaków plażowych. Nie były w idealnym stanie ani nie świeciły czystością ale uparty sobie poradzi!  Ja stwierdziłam, że jednak wolę być NA PLAŻY więc rozłożyłam swoją Kangę (afrykańska chusta, tradycyjne ubranie kobiet Swahili – więcej o Kangach w artykułach o Kenii), a na niej postawiłam parasolkę od deszczu, którą pożyczyłam
od gospodyni casy, w której się zatrzymałam. Byłam z siebie dumna, że wpadłam na ten przegenialny pomysł! Plaża po chwili stała się patelnią, a woda z czasem przestawała dawać ulgę i w ciągu tych 5 godzin musiałam kilka razy chować się na chwilę przed kubańskim słońcem i kulić się w cieniu tej parasolki – co jednak było świetnym rozwiązaniem bo mogłam podziwiać Plażę Idealną i napawać się miejscem zamiast uciekać za trawy i krzaki pod to jedyne drzewo.

W wodzie przesiedziałam większość czasu. Idealny odpoczynek. Nie sądziłam, że woda może być tak relaksująca! Trochę zaczęłam rozumieć wakacje nad hotelowym basenem.. ale tylko trochę. Nigdy bym nie zamieniła tej plaży na żaden hotelowy basen!

W między czasie pojawiło się kilka osób, głównie spacerowiczów z pobliskich hoteli, którzy nie zostawali długo mając przecież swoje leżaki i parasolki zaledwie kilkaset metrów dalej. Tak więc mogłam napawać się samotnością i szybko poszłam w ślady pana, którego księżyc w pełni ujrzałam zaraz po wejściu na Plażę Idealną 😊

Spacer wzdłuż wybrzeża

Pod sam koniec zjawiła się czteroosobowa grupa Włochów, których poprosiłam o zrobienie mi kilku zdjęć. Posiedziałam z nimi chwilę i około godziny
17.00 ruszyłam na spacer wybrzeżem w kierunku hotelu Las Terrazas, w którym miałam zostać odebrana przez kierowcę taksówki. Spodziewałam się marszu przez około 25 minut jednak był to spacer niespełna 50 minutowy. Po drodze mijałam inne hotelowe plaże oddzielone od siebie niewielkimi skałami wchodzącymi w morze. Dobrze jest mieć ze sobą buty do pływania w wodzie lub antypoślizgowe sandały ponieważ skały były bardzo ostre. Niektóre z plaż były bardziej luksusowe i imprezowe, pełne szałasów i parasoli z liści palmowych. Jednak moja Plaża Idealna wygrywała z każdą z tych, które napotkałam na swojej drodze. 

Las Terrazas

Kiedy dotarłam do Las Terrazas pogratulowałam sobie w duchu, że nie wybrałam tego miejsca na całodzienny pobyt. Plaża tego hotelu – chyba najmniej interesująca jaką dotąd widziałam na tej wyspie – pełna drobnych śmieci, brudne i nieskładnie porozstawiane leżaki, jeden bar ze zniechęcająco wyglądającym asortymentem i jeszcze bardziej zniechęcającym barmanem. Takie to wszystko było na „odwal się”.  Te 5 CUC wolałabym wydać, nie na leżak i rozwodnionego drinka, ale na jednego, dobrego drinka i to w pięknym miejscu.

Z hotelu zostałam odebrana o czasie – i tu się okazało, że razem z moimi znajomymi Włochami. Wracaliśmy w pięknych okolicznościach zachodu słońca nad morzem, które otaczało obie strony grobli, którą jechaliśmy do Remedios, gdzie dotarliśmy około 19.00

Jakie Plany na wieczór
w Remedios?

Wieczorem poszłam na placyk i spotkałam Jose, parkingowego, z którym umówiłam wycieczkę na plażę i cały wieczór grałam z nim w Domino. Wygrywałam z nim prawie za każdym razem! Raz za karę musiał zatańczyć „Kaczuchy” – zaskakująco dobrze mu to wyszło! Z tego co zauważyłam jest to człowiek, który spędza wieczory w taki sposób – w tym małym prowincjonalnym miasteczku – spotyka się z turystami, chodzi z nimi na salsę czy właśnie gra w domino. Wokół placyku jest zaledwie kilka restauracji. Jest też wifi, więc oczywiście po zmroku schodzi się tam prawie całe miasto – takie było moje pierwsze wrażenie do momentu,
w którym przypomniałam sobie, że jestem na Kubie. Tutaj ludzie schodzą się na ten i na każdy inny plac tak po prostu. By porozmawiać, pograć razem na instrumentach (zwłaszcza nastolatkowie),napić się razem i posiedzieć 😊 Turystów było jak na lekarstwo. Tylko ja, malutkie miasteczko, kubańczycy, Domino i pyszne Daiquiri.
Mega fajny wieczór 😊

Podobno jest taka zasada, że po Mojito się wygrywa w Domino 🙂

Praktyczne porady

  1. Jeżeli szukacie możliwości by pojechać na Playa Santa Maria z Remedios – odradzam jechanie autobusem Viasul, w Remedios zatrzymuje się dopiero około 11.30 według obecnego rozkładu i jedzie dłużej niż taxi. Zatrzymuje się po środku wyspy i dalej trzeba iść spory kawałek. No i nie ma jak wrócić, bo kolejny kurs kolejnego dnia rano.
  2. Ja zagadałam do parkingowego na placyku Remedios. Łatwo go poznać 😊 Ciemnoskóry gość koło 30tki w czerwonym uniformie 😊 Nazywa się Jose i jest przesympatyczny😊 Trzeba się potargować co do ceny. 10CUC W obie strony dla mnie było ok. Bo widoki później – bezcenne!!
  3. Myślę, że na plaży nie ma co się obawiać złodziei, jednak ja wzięłam tylko kopie moich dokumentów.
  4. Na plażę sugeruję zabrać:

– buty do pływania jeżeli macie w planach iść potem wybrzeżem
w kierunku centrum wyspy, lub sandały,

– maskę z fajką do oddychania pod wodą,

– parasolkę lub coś co możecie rozłożyć i rozpiąć pomiędzy
patykami – a da wam cień,

– woda, coś do jedzenia (tam nie ma sklepów ani barów w pobliżu)

– KONIECZNIE coś na głowę, krem z filtrem, repelent na komary jeżeli wchodzicie na plażę od strony lasu

– ciuchy na zmianę by nie wsiadać do taxi w kostiumie lub zasolonym ręczniku. Te samochody są naprawdę zabytkowe i cenne. Szkoda narażać skórzane fotele
na zniszczenie solą.

– tyle kasy ile potrzeba na transport i wejściówkę do rezerwatu + z 5 CUC na wszelki wypadek (tzn. na drineczka w barach hotelowych przy plaży w dordze do Las Terrazas :P)

Na koniec:

Jak zaplanujecie sobie pickup – skąd, dokąd, gdzie – to wasza sprawa.
Moim celem była dzika, piękna plaża. Jeżeli i wy szukacie podobnych wrażeń sugeruję spróbować zrobić to w sposób w jaki ja to zrobiłam 🙂

Wydostanie się z Remedios do Varadero było troszkę bardziej problematyczne ale możliwe. Warto podpytać właścicieli waszej casy lub parkingowego Jose 🙂

Jedną z opcji jest taxi privado z Remedios do Santa Clara a stamtąd taxi colectivo do Varadero. Pierwsze taxi może wyjść drogo 25 CUC za 1 h jazdy do miasta – chyba, że znajdziecie kogoś do dzielenia transportu, co nie powinno być trudne 🙂 Taxi Colectivo z Santa Clara do Varadero między 20 a 30 CUC.

Warto też pójść w okolice dworca Viasul i tam złapać podwózkę za 5 -10 CUC od osoby – zawsze się znajdzie ktoś, kto będzie chciał sobie dorobić.
Nie jest to do końca legalny rodzaj transportu, ale każdy tam orze jak może. Ja właśnie wydostałam się tak z Remedios.

Miałam też możliwość zabrania się z taxi colectivo jadącej z Cayo Santa Maria bezpośrednio do Varadero, ale koszt takiego luksusu wynosił 50 CUC.

Ostatni sposób – autobus Viasul prosto do Varadero. Wychodzi najtaniej bo za 10 CUC za osobę ale z Santa Clara i bardzo wcześnie rano, lub wieczorem. Ciężko tam się tak wcześnie rano dostać – i wtedy w grę wchodzi tylko taxi privado.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do podjęcia ryzyka, włożenia niewielkiego wysiłku po to by czerpać przyjemność z plażowania w tak cudnym i rajskim miejscu!

Pozdrawiam Was z Nieba!

Pozdrawiam Was serdecznie z Nieba! 🙂
Agnieszka

Leave a comment



Katarzyna

8 miesięcy ago

Bardzo interesujące, dobrze się czyta.

aga

8 miesięcy ago

Bardzo dziękuję 🙂

Małgorzata

7 miesięcy ago

Raj. Gratuluję pięknych zdjęć.

aga

7 miesięcy ago

Tak! Najprawdziwszy RAJ!! 🙂 Dziękuję 🙂

SUNGURA
Agnieszka Królikowska
ul.Zwycięstwa 1/5 05-120 Legionowo
NIP: 536 170 12 29

Copyrights Agnieszka Królikowska
All rights reserved © 2019