Z wizytą na grobie Roberta i Olave Baden-Powell

założycieli ruchu skautowego

Ci z Was którzy znają mnie osobiście wiedzą, że działałam w harcerstwie, w ZHP. Przez wiele lat prowadziłam drużynę w tym i zastęp kuglarski. Poza zbiórkami, biwakami i rajdami - tworzyliśmy z dzieciakami różne choreografie z wykorzystaniem poi ze wstążkami, a z czasem nawet i z ogniem! Byłam bardzo emocjonalnie zaangażowana w kształtowanie nowego pokolenia i naprawdę zżyta ze swoimi dziećmi, później młodzieżą, aż w końcu z dorosłymi ludźmi. To były naprawdę fajne czasy 🙂 W międzyczasie zmarł mój tata, a moją uwagę siłą rzeczy pochłonęły bardziej przyziemne rzeczy i codzienne problemy. Po rozchwianych dwóch kolejnych latach rozwiązałam drużynę, w której pod koniec działalności było wytrwale niespełna 10 osób. Do tego czasu pojechaliśmy jeszcze na dwa, chyba najfajniejsze obozy. Zwłaszcza mój ostatni zapamiętałam najmilej bo "moje dzieci" były już całkiem spore hahaha 😛 i tworzyliśmy naprawdę zgrany, zorganizowany zespół. Również rodzice mojej młodzieży zintegrowali się ze sobą i pamiętam jak odwiedzili nas wszyscy na ostatnim obozie, przywieźli dla wygłodniałej takich rarytasów gromadki ciasta i owoce. Usiedliśmy razem i zrobiliśmy sobie piknik w pięknych okolicznościach przyrody na bazie w Woszczelach 🙂 Na obozie było wesoło, z przygodami, żartami i wkrętami, ciekawymi projektami, które zostały nam wszystkim w pamięci po dzisiejszy dzień. Po tych wakacjach moi harcerze przeszli do nowo powstałej drużyny w tej samej szkole, mającą nową, świetną i pełną energii drużynową. Cały czas mam z nimi kontakt. Mimo, iż sporadyczny to za każdym razem atmosfera jest tak luźna, jakbyśmy widzieli się dosłownie poprzedniego dnia 🙂

Mniej więcej 10 lat temu otworzyłam próbę na stopień Harcerki Orlej w swoim hufcu. Zawarłam w niej punkt, że odbędę podróż do Kenii i wejdę na Kilimandżaro. Punkt nie był możliwy do wykonania dla mnie w tamtym czasie więc go zmieniłam na inny. Próbę zakończyłam sukcesem. Niedługo później złożyłam Zobowiązanie Instruktorskie w Dniu Myśli Braterskiej czyli międzynarodowego święta skautów - w dniu urodzin założyciela tegoż ruchu Roberta Baden Powell'a. To wydarzenie tego właśnie dnia wplotło swą nić w mój los i było kolejnym powodem, dla którego moje życie potoczyło się tak a nie inaczej 🙂 Mimo iż na Kilimandżaro jeszcze nie weszłam to Kenię i Tanzanię odwiedziłam już nie wiem jak wiele razy. Lecz dopiero w minione wakacje dzięki mojemu lubemu odwiedziłam grób swojego idola - osoby, której idee przyświecają setkom tysięcy głownie młodym (ale i nie tylko) ludziom na świecie. Niespodziewanie wędrując palcem po mapie naszej wakacyjnej podróży przez Kenię spostrzegłam, że nasza trasa z Nairobi w kierunku Samburu przecina Nyeri. Poprosiłam Paula czy moglibyśmy się tam zatrzymać, nie zdradzając mu po co. Okazało się, że nie musiałam o to prosić ani nic wyjaśniać bo miała być to dla mnie niespodzianka:) Udało się. Paul-przewodnik zawiózł mnie na grób Roberta i Olave Baden-Powell'ów.

Ścieżka prowadząca na cmentarz

 

 

 

Grób znajduje się w Nyeri na cmentarzu św. Piotra. Za wejście należy zapłacić strażnikowi 5 USD/os. Nie sądzę by była to opłata, ale nie dbałam o to w tamtym momencie. Teren wyglądał na niewielki i na szczęście wbrew moim obawom wyglądał na zadbany. Po jego lewej stronie, na wprost bramy wjazdowej znajduje się niewielki budynek, w którym mieści się centrum informacyjne. Niestety budynek był zamknięty i nie mogłam zobaczyć, co dokładnie znajduje się w środku. Teren ten przecięty jest piaszczystą, rdzawoczerwoną ścieżką prowadzącą na cmentarz. Wzdłuż niej, po obu stronach, w równych odstępach stoją białe maszty z flagami i przewieszonymi między nimi chorągiewkami. Pod nimi stoją pobielane kamienie i białe tablice z napisaną wartością jaką kierować się powinny skautki i przewodniczki - po prawej stronie oraz skauci - po lewej stronie ścieżki. Nasz "bramkarz" powiedział, że to Prawa Skautowe. Gdy doszłam do furtki po obu jej stronach na murze zobaczyłam tekst Przyrzeczenia Skautowego, a pod nim rysunki symboli WOSM ze srebrną lilijką na królewskim purpurowym tle oraz Złotą Koniczynką WAGGGS na błękitnym niebie.

Cmentarz wyglądał jak wiele innych miejskich cmentarzy w Kenii. Proste kamienne lub marmurowe nagrobki, niestety bardzo zaniedbane, podniszczone i zarośnięte trawą. Gdy obróciłam głowę w prawo ujrzałam, że cmentarz usytuowany jest na zboczu, a w przestrzeni przede mną ukryta w chmurach stała najwyższa góra w Kenii - Mount Kenya. Opuściłam wzrok niżej i od razu rozpoznałam grób państwa Baden Powell. Grób w przeciwieństwie do innych znajdujących się w tym miejscu był zadbany i czysty. Z wyjątkiem wysuszonego wianuszka pochodzenia brytyjskiego. Była to biała, marmurowa tablica, przed którą leżał biały żwirek otoczony niewielkim murkiem. Grób skierowany jest wprost na Górę Kenię. Tego dnia nie było jej widać ale wierzę, że w te nieliczne w tych rejonach bezchmurne dni, widok musi być oszałamiający! Gdy spojrzałam się za grób zobaczyłam ogromne, naprawdę monumentalnie wielkie drzewa Tulipanowca pokryte czerwonymi kwiatami. Dookoła nagrobku rósł żywopłot, a gdzieniegdzie dookoła innych nagrobków rosły dzikie krzaki herbaty. Pozwoliłam zabrać sobie jeden listek tej rośliny na pamiątkę. W okolicy również znalazłam kilka piór Perlicy Zwyczajnej. Jedno również zabrałam. Znalazło już odpowiednie miejsce 🙂

 

Gdy tylko dowiedziałam się, że jedziemy na grób poprosiłam Paula byśmy zatrzymali się gdzieś po drodze by kupić znicze. Szybko puknęłam się w głowę bo przecież wiem, że w Kenii nie ma aż takiego kultu zmarłych jak u nas w Polsce (nie na taką skalę), nie zapala się lampek na grobach i nie trzyma nań kwiatów plastikowych, a tym bardziej żywych. W markecie Naivas udało mi się kupić dwa świeczniki na stół w kolorze białym i czerwonym. Dokupiłam świeczki i palące się bezpiecznie w dwóch kolorach postawiłam na grobie. Nie mogło obyć się bez kwiatów, ale zakup okazał się być nawet bardziej problematyczny niż kupno świeczek. Paul zgodził się bym z bukietu biało czerwonych róż jakie od niego otrzymałam wyjęła po jednej i położyła razem z lampkami na grobie tych, którzy zapoczątkowali wszystko w czym się wychowałam

 

drobny, polski akcent

 

 

Zaśpiewałam Modlitwę Harcerską i poczułam ucisk w brzuchu. Smutno mi się zrobiło, że w takim miejscu nie miałam na sobie mojego munduru lub chociaż barw drużynowych. Pomyślałam wtedy o tym, jakie szczęście mi się przytrafiło i jak wielki kopnął mnie zaszczyt, że miałam szansę odwiedzić to miejsce. Przecież tak trudno się tu dostać nawet będąc w Kenii. Z perspektywy turysty wypoczywającego nad oceanem, a chcącego odwiedzić ten grób jest prawie nie wykonalne albo bardzo czasochłonne, skomplikowane i kosztowne. Tutaj nie przyjeżdżają autobusy dalekobieżne, nie ma tutaj komunikacji miejskiej, a prywatna jest naprawdę droga. Ten grób jest usytuowany tak, że nie widać go z ulicy. Sama nie wiedziałabym o jego położeniu przejeżdżając obok z grupą gdyby nie zawiózł mnie tam Paul. Robert i Olave, którzy stworzyli jedną z największych organizacji młodzieżowych na świecie i chyba jedną z najstarszych i najdłużej działających w historii, których metodykę, którą oni wprowadzili stosują teraz najlepsze szkoły i inne organizacje na całej planecie - spoczywają w niewielkim grobie z ususzonym wianuszkiem, dwoma różami i świeczkami gdzieś pośrodku afrykańskiego kraju w naprawdę kiepsko dostępnym miejscu. Prawie nikt ich nie odwiedza i nie zapala zniczy. Nie znam historii decyzji o pogrzebaniu Roberta (jako pierwszego) właśnie w tym miejscu, ale myślę że raczej jako skautowi, by mu się ono podobało. Mimo to wydało mi się to wtedy strasznie smutne. Jeszcze raz wtedy doceniłam wagę tego, że udało mi się przyjechać w te miejsce.

Obeszłam jeszcze cmentarz do okoła i porobiłam zdjęcia innym nagrobkom. Większość z nich pochodzi z okresu kolonialnego więc na nagrobkach widziałam głównie nazwiska brytyjskie z tytułami i ew. zasługami dla kraju. Lecz były też groby Kenijczyków, bardziej współczesne i zdecydowanie uboższe. Jednak stwierdziłam, że po śmierci - i w tym kraju - po pewnym czasie różnica w tym kto jak został pochowany szybko się zaciera.. 

W Nyeri znajduje się też muzeum Baden Powell. Paxtu - tak nazywał się dom, w którym mieszkał przez ostatnie 3 lata swojego życia. Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się zobaczyć również i to miejsce.

Cała ta wizyta w Nyeri, choć niespodziewana i zdecydowanie nieplanowana teraz uważam za nieprzypadkową. Zwykła wizyta na cmentarzu, bez fanfarów - ani ekstremalna, ani specjalnie nadzwyczajna czy egzotyczna, z której zdjęcia wstawia się w filtrach o wszystkich kolorach tęczy na Insta  - bez tego właśnie okazała się być bardzo ważna w moim życiu i wyjątkowa. Wszystko ma swój początek i koniec. Wszystko co mi się w życiu przytrafia ma jakąś kontynuację i łączy się z innymi wydarzeniami już w przyszłości. Jeden taki krąg właśnie zatoczyłam odwiedzając grób twórców najpiękniejszych idei, z jakimi przyszło mi w życiu podąrzać 🙂

Wszystkim tym, którzy wpłynęli na to jak kształtowało się moje harcerskie życie przesyłam najczulsze “Czuwaj!“. Jednak najgorętsze słowa uznania i szacunku za całokształt działalności oraz podziękowania za wkład i pomoc w moją, kieruję do mojej ukochanej babci! Druhnie hm. Krystynie Dutkiewicz - Ideału Harcerki w moim mniemaniu 😘 

Igła kompasu wskazująca drogę
 
Zachęcam do komentowania 🙂
Wasza Sungura!
druhna pwd. Agnieszka Królikowska